Radio Chrystusa Króla




Jezuniu Moja Miłości

PIĘKNY WIERSZ O RÓŻANCU

„W małej izdebce, tuż obok łóżka,

Z różańcem w ręku klęczy staruszka

Czemuż to babciu mówisz pacierze?

Bo ja w ich siłę naprawdę wierzę.

 

Wierzę, że te małe paciorki z dębiny

Moc mają ogromną, odpuszczają winy

Gdy zawiodą lekarze, gdy znikąd pomocy

Ja,grzesznik niegodny, korzystam z ich mocy

 

Pierwsza dziesiątka jest za papieża

Niech nami kieruje, Bogu powierza.

Druga w intencji całego Kościoła

Modlitwą silny wszystkiemu podoła.

 

Trzecia za męża, co zmarł i już jest w niebie

A może w czyśćcu, lub większej potrzebie

Czwartą odmawiam w intencji syna…

Przy tych słowach staruszka płakać zaczyna

 

Był dobry chłopak, lecz od ojca pogrzebu

Odwrócił się od Boga, złorzeczył niebu

Nie rozumiał, że Bóg w swojej miłości

Dał wolną wolę dla całej ludzkości.

 

Zaś człowiek dar ten bezcenny i hojny

Zamienił na chciwości, wyzysk i wojny

I teraz, gdy wypadek czy wojenna trwoga

Nie wini siebie, lecz zawsze Boga.

 

Myślałam, że syn, gdy założył rodzinę,

Gdy wziął na ręce swą pierwszą dziecinę,

Zrozumiał swe błędy, cel odnalazł w życiu

Lecz on mimo rodziny, pogrążył się w piciu.

 

Awantury, alkohol, płacz i siniaki

Czemu swym dzieciom los zgotował taki?

Nie było miłości, pieniędzy, jedzenia,

Spokój był tylko, gdy szedł do więzienia.

 

Ja zaś przez lata biorąc różaniec do ręki,

Bogu polecam swych wnucząt udręki,

Lecz syn w nałogu trwał dalej uparty,

Z czwartej dziesiątki robił sobie żarty.

 

„Lepiej piątą odmawiaj sama za siebie

Bo żyjesz tylko o wodzie i chlebie.

Na nic te posty i twoje modły,

Bo los już taki musi być podły.”

Image result for aborcja

Aborcja, czyli wyrywanie nóżek, rąk i miażdżenie głowy

 

Tego chcą dla swoich dzieci zwolennicy aborcji?

Gdzie prawa człowieka!

Gdyby tak zabijano zwierzę, to natychmiast protestowałby cały humanitarny świat obłudników.

      Kiedy miażdży się małe, bezbronne dziecko odzew jest cichy, niewielki.

Nie pozwólmy nigdy na to, aby aborcja została prawnie zaakceptowana.

     Jeżeli politycy chcą takiej ustawy, jeżeli feministki czy inne grupy chcą mordowania małego człowieka, to należałoby ich osądzić za podżeganie do morderstwa.

    Skoro zabronione jest propagowanie faszyzmu, to o ile bardziej okrutne jest rozrywanie dziecka na kawałki.

Przecież ono żyje, oddycha, porusza się!

Czy choroby, ułomności, dają prawo cywilizowanemu społeczeństwu na bestialskie mordowanie dzieci?

CHORA UNIA  Papierosygorsze od aborcji! Paląc zabijasz nienarodzone dziecko20

Zachęcam do zapoznania się z dokumentalnym filmem doktor Ewy Kurek KTO RATUJE JEDNO ŻYCIE. Przed filmem warto zapoznać się z jego krótką recenzją, a wszystko pod poniższym linkiem.

http://wprawo.pl/2018/05/11/kto-ratuje-jedno-zycie-film-dr-ewy-kurek-zakazany-w-tvp-od-kilkunastu-lat-obejrzyjcie-wideo/

Kaczyński nie może przyjmować Komunii św. Mocne słowa wykładowcy KUL

– Prawodawcy w państwach, gdzie dopuszczone jest jakiekolwiek prawne zabójstwo dziecka poczętego są z samego faktu zaistnienia każdej aborcji ekskomunikowani i nie mogą przystępować do sakramentu Komunii św. – tak twierdzi ks. prof. Tadeusz Guz z Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego. I dodaje, że politycy Zjednoczonej Prawicy hołdują „antyboskiej, antyludzkiej i antypolskiej ideologii socjalistyczno-komunistycznej”.

Jarosław Kaczyński w czasie mszy (PAP, Fot: Grzegorz Michałowski)

Politycy PiS przekonują, że są przeciwni aborcji. Jak zwraca jednak uwagę, ks. Prof. Guz, nie robią nic, by zmienić aktualny stan prawny, który pozwala na usunięcie ciąży w przypadku gwałtu, zagrożenia życia matki lub dziecka. Wykładowca KUL uważa, że wszyscy, którzy na to przyzwalają, ponoszą bardzo poważne konsekwencje.

     – Wszyscy ludzie, którzy zabijają nienarodzone dzieci, czyli rodzice, matka, ojciec, krewni, czy przyjaciele oraz wszyscy ich materialni lekarze zabijający dzieci i ich asystenci: lekarz i pielęgniarki oraz dyrekcja placówki aborcyjnej i formalni współpracownicy, prawodawcy w państwach, gdzie dopuszczone jest jakiekolwiek prawne zabójstwo dziecka poczętego (…) są z samego faktu zaistnienia każdej aborcji ekskomunikowani i nie mogą przystępować do sakramentu Komunii św. oraz ryzykują utratę swojej wiecznej przyszłości w Niebie – mówi w „Naszym Dzienniku” ks. prof. Guz. Ekskomunika to najwyższa kara w Kościele. Oznacza wykluczenie ze wspólnoty.

       To już trzeci z kolei numer pisma, w którym, wykładowca katolickiej uczelni atakuje polityków. We wcześniejszym mówił: – Prawda o stanie rzeczy jest jednak nie tylko gorzka, lecz wręcz dramatyczna: większość Zjednoczonej Prawicy i opozycji zamiast słuchać, jak Apostołowie, „bardziej Boga” i Kościoła „niż ludzi”, słuchają w pierwszym rzędzie wrogów Boga i wrogów człowieka najbardziej niewinnego, bo nienarodzonego – mówi ks. Guz.

        I dodaje: – Ugięcie się przed inspiratorami „czarnych marszów” jest kontynuowaniem i hołdowaniem antyboskiej, antyludzkiej i antypolskiej ideologii socjalistyczno-komunistycznej, która w ponadtysiącletniej historii Polski jako pierwsza wprowadziła to bestialskie bezprawie zabijania dzieci nienarodzonych w majestacie „prawa” w PRL. Czyżby dziedzictwo PZPR było dla wielu polityków z prawa i z lewa w Polsce ważniejsze aniżeli dziedzictwo Ewangelii św. czy nauczania Kościoła św. opartego na Skale Piotra Apostoła?

      Sejm za rządów PiS kilkakrotnie zajmował się ustawami, które ograniczają lub całkowicie zakazują aborcji w Polsce. Do tej pory jednak wszystkie inicjatywy pro-life upadały.

Zaskakujące GŁOSOWANIE W SEJMIE. Część posłów PiS za złagodzeniem przepisów ws. aborcji

Głosowanie nr9 na 55 posiedzeniu Sejmu dnia 10.01.2018r. 0 godz. 22:42:49

Sejm większością głosów odrzucił wczoraj już w pierwszym czytaniu obywatelski projekt liberalizujacy przepisy ws. aborcji. Większość posłów z regionu głosowało za jego odrzuceniem – z lokalnych polityków PiS jedyny za dalszymi pracami nad ustawą gwarantującą kobiecie prawo do aborcji do 12. tygodnia ciąży był Wiesław Janczyk.

PIS liczba członków- 237

Głosowało -226

Za odrzuceniem -166

Przeciw -58

Wstrzymało się-2

Nie głosowało-11

„Pomyliliśmy się, byliśmy wściekli„. Krystyna Pawłowicz tłumaczy się z głosowania „za” projektem „Ratujmy Kobiety”

Jarosław Kaczyński uznany Herodem roku 2016

Jarosław Kaczyński otrzymał tytuł Heroda roku 2016. Taką decyzję podjęli internauci w głosowaniu na stronie stopaborcji.pl, którą kieruje Fundacja Pro – Prawo do życia. W argumentacji podano, że lider PiS doprowadził do odrzucenia projektu „Stop aborcji” i tym samym źle przysłużył się ochronie życia dzieci nienarodzonych.

     Jak czytamy na stronie internetowej fundacji, jest on przyznawany osobie publicznej, która w danym roku „najbardziej przyczyniła się swoją działalnością do pogromu nienarodzonych”.

      Prezes PiS zajął pierwsze miejsce i otrzymał 341 głosów. Na drugim miejscu znalazła się Natalia Przybysz (192 głosy), o której jakiś czas temu było głośno, gdyż przyznała się, że poddała się zabiegowi aborcji. Na trzecim miejscu uplasowała się Barbara Nowacka. Członkini „Inicjatywa Polska” jest zwolenniczką liberalizacji prawa do aborcji. Tuż za podium znalazł się Romuald Dębski (102 głosy).

 

SEJMOWA BATALIA O ŻYCIE. Czego tak naprawdę chciał Jarosław Kaczyński?http://www.pch24.pl/sejmowa-batalia-o-zycie–czego-tak-naprawde-chcial-jaroslaw-kaczynski-newsletter-200,57486,i.html#ixzz542sHCZay

Katolicy mogą być zadowoleni z rezultatów środowych głosowań w sprawie aborcji – radykalny projekt skrajnej lewicy trafił do kosza, a propozycja obrońców życia została skierowana do dalszych prac.

      Smucić, a nawet przerażać muszą jednak szczegółowe wyniki. Okazało się bowiem, że wierchuszka partii rządzącej, partii odwołującej się do katolicyzmu i chętnie biorącej na sztandary świętego Jana Pawła II, wsparła zarówno prawą inicjatywę jak i rozwiązania dopuszczające niemal nieograniczone mordowanie bezbronnych dzieci. Czego więc tak naprawdę chciał prezes Kaczyński?

       Najlepszą odpowiedź na to pytanie odnajdziemy w wynikach głosowań. Przeciw odrzuceniu w pierwszym czytaniu skandalicznego aborcyjnego projektu ustawy pod zakłamaną nazwą „Ratujmy kobiety” (trafniejsza brzmiałaby: mordujmy kobiety i mężczyzn) głosowało aż 58 posłów PiS.Wśród nich znalazło się wielu parlamentarzystów znanych z telewizji, polityków „radiomaryjnych” i „narodowo-katolickich”, licencjonowanych salonowych „konserwatystów”, ludzi z zarządów partii bądź klubu.

       Mariusz Błaszczak, Joachim Brudziński, Tadeusz Cymański, Piotr Gliński, Jarosław Gowin, Mariusz Kamiński, Marek Kuchciński, Joanna Lichocka, Antoni Macierewicz, Beata Mazurek, Krystyna Pawłowicz, Elżbieta Rafalska, Jacek Sasin, Marek Suski, Jolanta Szczypińska, Paweł Szefernaker, Janusz Śniadek, Dominik Tarczyński, Ryszard Terlecki, Witold Waszczykowski i oczywiście… Jarosław Kaczyński. Wielu z tych polityków – jeśli nie wszyscy – chętnie mówią o chrześcijańskich wartościach i katolicyzmie.

       Trzeba dziś jednak powiedzieć jasno, a nawet brutalnie: katolicyzmem jedynie wycierają sobie swoje fałszywe… twarze.

 To słowa mocne, ale niestety uzasadnione, bowiem czołowi politycy PiS wyrazili chęć dalszych prac nad radykalnie lewicowym projektem w kilka minut po skandalicznych słowach przedstawiciela proaborcyjnej inicjatywy,

      Barbary Nowackiej, po słowach, które nigdy w polskim Sejmie paść nie powinny. – Żołądź to nie jest dąb, jajko to nie jest kura, a płód i zarodek i zygota i zlepek komórek nie jest dzieckiem – wykrzyczała z mównicy lider inicjatywy skierowanej przeciw życiu, która – chociaż o tym zapomniała – sama tak naprawdę jest, podobnie jak każdy człowiek, owym zlepkiem komórek, tyle że w nieco większej owych komórek ilości.

       Skoro jednak potężna grupa posłów PiS po takich słowach głosowała za dalszymi pracami nad skandalicznym projektem feministek, to najwyraźniej takie prace dopuszczała! Ważni politycy chcieli pracować nad zmianami umożliwiającymi aborcję na życzenie w niemal nieograniczonym zakresie. Ktoś może powiedzieć, że przecież na dalszych etapach legislacyjnych propozycja na pewno zostałaby odrzucona. Ale czy jesteśmy tego absolutnie pewni?

       Po środowym głosowaniu nad projektem Nowackiej, i po tym co PiS zrobił z projektem „Stop Aborcji” jesienią roku 2016, spodziewać możemy się wszystkiego. Wszak w środową noc zabrakło ledwie paru głosów, by świętowały także feministki! A dwa projekty w komisjach to idealny pretekst i okazja, aby oba odrzucić.

       58 posłów to nie margines, to nie błąd i przypadek. To olbrzymia grupa! Dalszych prac nad inicjatywą feministek chciał sam Jarosław Kaczyński i – sądząc po nazwiskach osób popierających projekt skrajnej lewicy – prezes najwyraźniej wymagał podobnej wierności (wobec siebie, a nie Pana Jezusa) od władz obozu Zjednoczonej Prawicy, a może… nawet wszystkich posłów.

       Niewykluczone, że coś – z perspektywy „demiurga” polskiego życia politycznego – poszło „nie tak”. Że głosy liderów PiS wraz z głosami liberałów z PO i Nowoczesnej oraz garstki kukizowskiej lewicy miały zapewnić aborcyjnemu projektowi sukces: skierowanie go do dalszych prac w komisji. Aby tak się stało zabrakło niewiele.

      Wyniki wyglądały bowiem następująco: 202 posłów „za” odrzuceniem projektu Nowackiej, 194 „przeciw” i 7 głosów wstrzymujących się!

 Kaczyńskiego (jeśli faktycznie taki był plan) zawiodła Platforma i Nowoczesna, bowiem kilkuosobowa grupa posłów lewicowo-liberalnych klubów… nie wzięła udziału w głosowaniu mimo iż była obecna na sali sejmowej. Prezesa mogła zawieść również własna partia, PiS-owskie „doły”, które – inaczej niż „góra” – w dużej mierze zagłosowały za odrzuceniem lewicowej propozycji.

       Niewykluczone więc, że gremialne głosowanie liderów w obronie aborcyjnego projektu było nieudaną próbą wywarcia nacisku na tzw. szeregowych posłów, próbą łamania ich katolickich sumień przez Jarosława Kaczyńskiego – Heroda Roku 2016,jak po odrzuceniu obywatelskiej inicjatywy ustawodawczej „Stop Aborcji” określili go obrońcy życia. Tytuł ten pozostaje aktualny dopóki prezes nie zdecyduje się zakazać, bądź przynajmniej ograniczyć, aborcji w Polsce. Ma teraz ku temu doskonałą okazję – ale czy z niej skorzysta?

      W nocy ze środy na czwartek Kaczyński nie zrobił nic, by zmyć z siebie plamę sprzed 1,5 roku.

Po środowym głosowaniu partyjny aparat propagandowy nie może przedstawiać PiSu, na kilka dni po „centrujących” zmianach w rządzie, jako formacji „dialogu”, otwartej zarówno na propozycje katolików jak i skrajnej lewicy, głosującej „za” procedowaniem nieludzkiego projektu reprezentowanego przez Barbarę Nowacką jak i potrzebnej inicjatywy Kai Godek.

       Scenariusz, jaki mógł być w głowie Jarosław Kaczyński upadł, gdyż rządzący – o czym często zapominają – nie mają wpływu na wszystkie wydarzenia. Nie mają pełnej kontroli. Nie są wszechmocni i wszechwiedzący. Opatrzność dobitnie przypomniała o tym posłom. Ale czy politycy okażą się zdolni, by to zrozumieć?

      Michał Wałach   Więcej o sprawie: „Zatrzymaj Aborcję” i PiS. Teraz posłowie, Trybunał czy katolicy?

,,ZATRZYMAJ ABORCJĘ” i PiS. Teraz posłowie, Trybunał czy katolicy?

                      http://www.pch24.pl/zatrzymaj-aborcje-i-pis–teraz-poslowie–trybunal-czy-katolicy-newsletter-200,57468,i.html#ixzz542tYmMVx

Stało się to, co dla wyborców PiS w dniu wyborów było oczywiste – powołująca się na nauczanie Kościoła partia odrzuca barbarzyński projekt lewaków pragnących mordowania dzieci nienarodzonych, a przyjmuje projekt popierany przez Kościół instytucjonalny i rzesze Polaków.

Ale w rzeczywistości nic tu oczywiste nie jest.

     Po pierwsze, oczywiste nie jest, że niemal sześćdziesięciu posłów PiS znów „uświęciło” demokrację i podniosło rękę aby nadal procedować projekt lewicy, zakładający umożliwienie mordowania dzieci wedle widzimisię ich matek. Czy obietnica, że jakiekolwiek projekty, jeśli tylko są „obywatelskie” (a więc cieszą się poparciem 100 tysięcy uprawnionych) będą procedowane w Sejmie, jest z katolickiego punktu widzenia moralnie dobra? Oczywiście, że nie!

     A czy jest logiczna z punktu widzenia Jarosława Kaczyńskiego? Powtórzę nasze pytanie sprzed roku: czy zgodnie z tą logiką, należałoby poprzeć w pierwszym czytaniu na przykład obywatelski projekt zakazujący publicznego kultu Lecha Kaczyńskiego? Albo o natychmiastowym przyłączeniu Polski do Niemiec?

      Czy takie projekty, gdyby uzyskały poparcie stu tysięcy obywateli Sejm zdominowany przez PiS także by poparł? Czy Jarosław Kaczyński podniósłby rękę za zajęciem Rzeczypospolitej przez Putina, tłumacząc, że to wyłącznie niezobowiązujące pierwsze czytanie? Cóż, osobiście podniósł rękę za tym, by dalej procedowano projekt zakładający mordowanie nienarodzonych.

      O odrzuceniu inicjatywy lewaków zdecydowali więc posłowie PSL (prawie wszyscy) i Kukiza (połowa). Gdyby nie oni, głosami „prawicy”, projekt przeszedłby do kolejnych prac w Sejmie! A jest to dzieło skrajnych antyklerykałów pracujących w służbie antychrześcijańskiej rewolucji, wulgarnych nieuków niewiedzących, kiedy zaczyna się ludzkie życie, i – jak pokazała sejmowa debata – zwykłych barbarzyńców, dla których wycięcie drzewa jest zbrodnią, a zabicie dziecka zwykłym medycznym zabiegiem!

      To nie koniec spraw nieoczywistych. Oto bowiem PiS zachował się dziś dokładnie tak samo jak przed ponad rokiem, gdy głosowano projekt przygotowany przez Instytut Ordo Iuris. Partia rządząca wówczas również pospiesznie pogoniła feministki, a dała nadzieję ludziom przyzwoitym, pragnącym ukrócenia haniebnego procederu ludobójstwa. Jak to się jednak skończyło – wszyscy pamiętamy. PiS przestraszył się grupki czarownic z czarnych protestów (panie te same się określały tym trafnym mianem) i znalazł pretekst by w atmosferze puczu odrzucić projekt prawa ratującego życie. 

    Jak będzie tym razem?                                                                                                    

To oczywiście pokaże czas, pewni możemy być dziś jedynie tego, że aborcja wciąż jest dla polityków PiS (a także dla mediów wspierających tę partię) tematem wielce kłopotliwym. Świadczy o tym długie zwlekanie z podaniem terminu procedowania projektu „Zatrzymaj Aborcję”, a w końcu wpisanie go do porządku obrad na zaledwie… 48 godzin przed debatą. Zostało to w dodatku zaplanowane w dniach w których tematem numer jeden pisowscy decydenci uczynili rekonstrukcję rządu, co skutecznie uniemożliwiło np. zorganizowanie nowych czarcich protestów (dzięki Bogu!), ale też chociażby większych akcji obrońców życia.

      Widać więc wyraźnie, że PiS nie życzył sobie, by sprawa aborcji stała się w mediach tematem numer jeden. Co więcej – media przyjazne rządzącym, tematem tym w ogóle się w tych dniach nie zajęły. W dniu głosowania ważniejsze, prócz rekonstrukcji, okazały się chociażby kara dla TVN, kolejna rewelacja smoleńska czy wywiad Donalda Tuska. Ale czy od dnia gdy w „Wiadomościachnie zająknięto się nawet o złożeniu w Sejmie PONAD OŚMIUSET TYSIĘCY PODPISÓW pod projektem zakazującym aborcji, może to kogokolwiek dziwić?

      Strategię zamilczania tematu, ale dalszego procedowania antyaborcyjnych przepisów, można by (nie mając doświadczenia sprzed kilkunastu miesięcy) uznać nawet za przejaw politycznego sprytu Jarosława Kaczyńskiego. Ale już milczenie „prawicowych” mediów na ten temat może być odczytane jedynie na dwa sposoby: albo mają one sprawę ochrony nienarodzonych w poważaniu, albo… nie wiedzą co pisać, bo w PiS nie zapadły jeszcze na ten temat żadne decyzje!

      Jak to? – zapyta oburzony sympatyk rządzących. Przecież projekt przeszedł! Owszem, może i przeszedł, ale nikt w PiS (zapewne poza prezesem) nie wie, co z tym projektem stanie się dalej. Posłowie PiS, podkreślający dziś, że zagłosują w zgodzie z własnym sumieniem, kiedyś już potrafili najpierw poprzeć podobny projekt w zgodzie ze swoim sumieniem, a dwa tygodnie później zachować się wręcz odwrotnie, zgodnie z sumieniem (i interesem politycznym) Jarosława Kaczyńskiego.

      Wątpliwości co do szczerości intencji PiS nasilają się, jeśli przypomnimy sobie, że posłowie tej partii kilka miesięcy temu – doskonale wiedząc, że zbierane są podpisy pod projektem „Zatrzymaj Aborcję” – uznali, iż sprawę powinien załatwić Trybunał Konstytucyjny. Wiele wskazuje więc na to, że plan jest następujący: przyjąć teraz projekt radykalnie ograniczający aborcję do dalszych prac w komisji, a w międzyczasie uruchomić odpowiednie procedury w Trybunale. To sprawi, że posłowie PiS będą mogli „umyć ręce” powołując się na postępowanie sędziów TK. Nie powinno się zmienić ustawy, gdy bada ją Trybunał! – usłyszymy zapewne. A ile może to trwać? A choćby i do końca kadencji, kto Trybunałowi zabroni przyglądać się sprawie „bardzo dokładnie”?

       Tropów wskazujących na takie rozwiązanie jest oczywiście więcej, nie chodzi o samą tylko zbieżność w czasie zebrania rekordowej liczby podpisów i złożenia wniosku do Trybunału. Wszak ewidentnie bojący się powtórki czarnych protestów PiS odrzucił nie tylko projekt Ordo Iuris, ale także Polskiej Federacji Ruchów Obrony Życia, która słynnego przepisu o „karaniu kobiet” już nie proponowała. Widać więc wyraźnie, że rządzący obawiają się wziąć na siebie jakiejkolwiek odpowiedzialności w tej sprawie – tym bardziej teraz, gdy premierem został zdeklarowany zwolennik krwawego „kompromisu aborcyjnego”, zastępując na tym stanowisku osobiście przeciwną temu kompromisowi, choć nieugięcie wierną woli prezesa, Beatę Szydło. Wszak „nowe otwarcie” rządu PiS, bez Macierewicza czy Szyszki, ma być bardziej europejskie, bardziej technokratyczne – czy więc do tego planu pasuje zakaz aborcji, który przez posłuszne cywilizacji śmierci „ulicę i zagranicę”, odebrany zostałby zapewne jako skandal i powód do uruchomienia jakiś kolejnych paragrafów zmierzających do ukarania Polski?

       Wspominając jednak o wyrzuconych z rządu, nie sposób raz jeszcze nie przypomnieć, że kojarzona ze środowiskami katolickimi (jak choćby Radio Maryja) grupa polityków, została w ostatnich tygodniach w PiS zmarginalizowana. Funkcje stracili Beata Szydło, Antoni Macierewicz czy Jan Szyszko, co spowodowało wyraźną frustrację części wyborców PiS. Z politologicznego punktu widzenia, Jarosław Kaczyński powinien więc unikać teraz kursu kolizyjnego ze swoimi wyborcami. A znaczna ich liczba popiera projekt „Zatrzymaj Aborcję”. Czyż więc katoliccy posłowie PiS nie mogliby właśnie teraz wykorzystać swojej szansy? Przecież w partii tej istnieje grupa osób zawsze głosujących przeciw aborcji, nawet wbrew woli lidera. Czy nie powinni teraz postawić sprawy na ostrzu noża, dając prezesowi wybór – albo w końcu spełnisz postulat katolików (gorąco popierany przez biskupów), albo będziesz miał kolejny konflikt w twardym elektoracie? Pytanie tylko, czy grupie tej rzeczywiście aż tak mocno zależy na ukróceniu ludobójstwa nienarodzonych, by posunąć się do stanowczego ultimatum?

      Takie ultimatum, jak się wydaje, postawili tym razem PiS-owi biskupi, a za nimi wiele środowisk i mediów katolickich. Sama liczba złożonych pod projektem podpisów jest więcej niż imponująca – udało się je zebrać w zaledwie trzy miesiące dzięki jednoznacznej postawie hierarchów, oraz wzmocnionych nią katolickich publicystów. Gdy procedowano projekt autorstwa Ordo Iuris, tego zdecydowania zabrakło. A szkoda – bo oto dziś nie po raz pierwszy okazuje się, że w Polsce najbardziej aktywną i najlepiej zorganizowaną częścią „społeczeństwa obywatelskiego” są właśnie wyznawcy Chrystusa. Wielu z nich jednak nie potrafiło się zjednoczyć i jednoznacznie określić jesienią 2016 roku, przez co zbrodnicze prawo wciąż obowiązuje – a dzieci, które na jego mocy straciły życie, nikt już nie może uratować.

      Teraz jednak może być inaczej – biskupi, katoliccy dziennikarze, świeccy wierni oraz katolicka część PiS (jeśli takowa rzeczywiście istnieje) powinni nieustannie naciskać na decydentów, by ustawa została przyjęta natychmiast, bez żadnych gierek z Trybunałem Konstytucyjnym. Każdego dnia giną niewinne dzieci. Czas to w końcu skończyć, przecież ta krew woła o pomstę do nieba!

Krystian Kratiuk

 

TO BYŁ NAJWIĘKSZY BŁĄD MOJEGO ŻYCIA… OSTRZEGAM WAS”

Ewa H. Kowalewska  więcej na:  www.naszdziennik.pl

„Błagam was, nie róbcie żadnego kroku w kierunku liberalizacji aborcji! (…) Głosowanie za aborcją będzie jednocześnie głosowaniem za eutanazją, zabijaniem ludzi starych, kalekich i terminalnie chorych, za eksperymentami genetycznymi – tak apelował w 1996 r. do Polaków dr Bernard Nathanson, nawrócony aborcjonista, który po kilkuletniej, trudnej walce z rakiem odszedł do Pana 21 lutego br. w wieku 84 lat. Był wielkim świadkiem zmagania współczesnych o ludzkie życie

Poznaliśmy go pod koniec lat 80. na jednym z międzynarodowych kongresów. Wtedy już zdecydowanie stał po stronie obrońców życia. Był postacią powszechnie znaną, znakomitym mówcą, kompetentnym i logicznym świadkiem z pierwszej linii frontu. Jego świadectwo było nie do podważenia, ponieważ zawsze opierał się na faktach, miał dużą wiedzę i wielkie doświadczenie.
              Doktor Bernard Nathanson to nawrócony aborcjonista, który był odpowiedzialny za zabicie ok. 75 tys. nienarodzonych dzieci. 5 tys. z nich zgładził osobiście, i jak sam ze smutkiem mówił, zabił również własne dziecko.Wówczas bliższy kontakt z nim wywoływał we mnie wiele sprzecznych uczuć. Budził wielki szacunek dla swojej kompetencji, wiedzy, konsekwentnej postawy i odwagi w dawaniu świadectwa prawdzie, ale także wywoływał niepokój z powodu dystansu, udawanego spokoju, napięcia na twarzy i depresji w oczach. Był człowiekiem niezwykle logicznym i rzeczowym. Dla niego liczyły się przede wszystkim konkretne fakty i nieubłagana logika z nich wynikająca. Nie był łatwym rozmówcą, zwłaszcza podczas dyskusji. Był obdarzony błyskotliwą inteligencją, znakomitą pamięcią i miał wielką wiedzę. Nie akceptował niekonsekwencji i emocjonalnych wystąpień bez rzetelnego przygotowania. Podczas wykładów zawsze był w pełni skoncentrowany. Żaden atak nie był go w stanie wyprowadzić z równowagi i odwieść od zamierzonego celu. Był niezwykle poważny, kompetentny. Powiedziałabym, że smutny. Jego zadziwiającą siłą było stałe logiczne analizowanie faktów w poszukiwaniu prawdy.
Pierwszą, nielegalną wówczas aborcję jego dziecka zafundował mu ojciec, niszcząc w ten sposób jego pierwszą miłość i wrażliwość. Stał się cynicznym naukowcem, który dążył do perfekcji w swoim zawodzie lekarza ginekologa. Kolejne swoje dziecko zabił już własnoręcznie, chociaż matka błagała go, aby pozwolił jej urodzić.
ABORCYJNY STRATEG
W latach 60. XX wieku Ameryka przechodziła burzliwy okres tzw. rewolucji seksualnej. Zmiana obyczajowości w dziedzinie moralności seksualnej powodowała coraz większe „zapotrzebowanie” na aborcję. Feministki ostro i bez skrupułów walczyły o swoje prawa. Doktor Nathanson uważał, że jego zadaniem jako lekarza jest przeprowadzanie bezpiecznych aborcji, co wymagało dużej wiedzy i umiejętności. Był przekonany, że pomaga kobietom w trudnych sytuacjach życiowych. Swoją pracę zawodową zawsze wykonywał perfekcyjnie. W połowie lat 60. należał do grona założycieli i fundatorów National Association for Repeal of Abortion Law – NARAL (Narodowego Stowarzyszenia na rzecz Zniesienia Zakazu Aborcji), największej proaborcyjnej organizacji w USA, która z czasem zmieniła nazwę na National Abortion Rights Action League (Narodową Ligę na rzecz Prawa Aborcji). Nathanson pełnił w niej funkcję głównego lidera i stratega kampanii na rzecz pełnej legalizacji aborcji. Po nawróceniu wielokrotnie wyjaśniał, jakimi kłamstwami się wówczas posługiwano, aby skutecznie wmówić społeczeństwu swoje tezy. Podawano wymyślone statystyki, twierdząc, że setki tysięcy kobiet umiera na skutek nielegalnych aborcji.
Jako doświadczony lekarz ginekolog dr Nathanson prowadził największą w Nowym Jorku klinikę aborcyjną, w której pracowało 35 lekarzy, 85 pielęgniarek i 50 doradców. Wykonywano tam 120 aborcji dziennie, pracując od godz. 8.00 rano do 24.00, również w niedziele. Aborcja została w USA zalegalizowana w 1973 r., i to w całym okresie ciąży aż do urodzenia dziecka.
Czuł się jednak tak tym zmęczony, że po dwóch latach zmienił pracę, przejmując obowiązki ordynatora oddziału ginekologii w szpitalu św. Łukasza w Nowym Jorku.
FILM O DRAMACIE W ŁONIE MATKI
Pod koniec lat 70. pojawiły się pierwsze aparaty ultrasonograficzne (USG), co stwarzało możliwość nieinwazyjnego zajrzenia do łona matki. Doktor Nathanson wpadł na pomysł, aby zobaczyć, co się dzieje w czasie aborcji. Namówił kolegę, który rutynowo zabijał nienarodzone dzieci, aby tę procedurę w celach naukowych zarejestrować na filmie w czasie rzeczywistym z aparatu USG.

Uzyskany obraz wywołał szok u wszystkich lekarzy. Nathanson nigdy już nie zabił dziecka w łonie matki. Zrozumiał, że ma do czynienia z człowiekiem, a nie z tkanką. Ostatnią aborcję wykonał w 1979 roku.
Operator namówił dr. Nathansona, aby z zebranego materiału przygotować film. W ten sposób w 1984 r. powstał filmowy dokument medyczny „Niemy krzyk”, Nathanson natomiast stał się zdeklarowanym i aktywnym obrońcą życia. Film ten nawrócił wielu lekarzy (i nie tylko), wywołał szok i obudził świadomość. Znane są przypadki omdleń, mdłości i innych gwałtownych reakcji również w środowisku medycznym podczas prezentacji tego filmu.
Nie mogę zapomnieć, jak w Wilnie lekarka ginekolog w centralnej przychodni miejskiej opowiadała mi, że podczas projekcji tego filmu musiała uciec z sali i wymiotowała w toalecie. Nigdy więcej nie zabiła już dziecka.
JAK ŚW. PAWEŁ
Nic dziwnego, że Nathanson był gwałtowanie atakowany za ten film. Zarzucano mu manipulację, oszustwo i co tylko dało się wymyślić. Feministki dostawały furii. Liberalne media najpierw ostro go atakowały, później pomijały zmową milczenia. Nie powstrzymało go to jednak. Poznanie prawdy spowodowało, że jak św. Paweł przeszedł z obozu atakującego prawdę do obozu obrońców prawdy i był absolutnie konsekwentny. Jego umiejętności strategiczne zaczęły służyć obronie życia. Bezlitośnie obnażał kłamstwa i strategię zwolenników aborcji, co miało duże znaczenie w wymiarze międzynarodowym.
Nakręcił jeszcze dwa filmy. Kolejny „Eclipse of Reason” (Zaćmienie rozsądku) to aborcja w 24. tygodniu życia dziecka sfilmowana przy pomocy minikamery i światłowodu wprowadzonego do macicy. Ta technika dała możliwość uzyskania lepszego technicznie obrazu, w efekcie film ten jest tak przerażający, że nawet najtwardsi nie są w stanie go oglądać. Nathanson jednak poruszony przypadkami tzw. 2)   aborcji w czasie porodu, której w USA wykonywano kilkaset rocznie, zrobił jeszcze jeden film pokazujący to barbarzyństwo. Dziecko w czasie wywołanego sztucznie porodu jest wyciągane za nóżki, a lekarz nie pozwalając urodzić się główce, przebija potylicę i je wymóżdża – dziecko rodzi się martwe. Po ostrej batalii w Kongresie USA zostało to w końcu zabronione, pomimo weta prezydenta Clintona.
UDZIAŁ W POLSKIEJ BATALII
Doktor Bernard Nathanson gościł w Polsce w październiku 1996 r. na zaproszenie Radia Maryja. Jego obecność miała duże znaczenie. Była to chwila, gdy w Sejmie usiłowano zmienić ustawę o planowaniu rodziny i zasadniczo rozszerzyć legalizację zabijania dzieci poczętych. Odbyły się wówczas konferencja prasowa w Galerii Porczyńskich, spotkania w parlamencie, ze studentami i wiele innych. Pamiętam to dobrze, gdyż mój mąż Lech był wówczas tłumaczem i cały czas towarzyszył doktorowi. Wielokrotnie podkreślał, że była to wspaniała współpraca. Doktor Nathanson mówił niezwykle klarownie, w spokojnym tempie i życzliwie czuwał nad tym, aby wszystko zostało przetłumaczone. Zależało mu bardzo, aby zostać dobrze zrozumianym. Potrafił też tak dobierać argumenty, aby przekonać słuchacza.
Nathanson powiedział wówczas: „Błagam was, nie róbcie żadnego kroku w kierunku liberalizacji aborcji! Historia wam nigdy tego nie wybaczy. Chcę was przestrzec, żebyście nie popełniali tych samych błędów, które my popełniliśmy w Ameryce. Głosowanie za aborcją będzie jednocześnie głosowaniem za eutanazją, zabijaniem ludzi starych, kalekich i terminalnie chorych, za eksperymentami genetycznymi – będzie pierwszym krokiem na równi pochyłej, na dole której znajduje się całkowita dehumanizacja życia, dolina śmierci”.(Spotkania te można obejrzeć na YouTube.)
Ciekawostką jest fakt, że podczas wykładu wyłączono wówczas satelitę nadającego dla odbiorców amerykańskich, co jest sytuacją bez precedensu.
Powstała także polska książka „Prof. Bernard Nathanson w Polsce. Świadek życia”, wydana nakładem Wydawnictwa Sióstr Loretanek.
POSZUKIWANIE PRAWDY
Doktor Bernard Nathanson był świadkiem zmagania cywilizacji śmierci z cywilizacją życia. Jako kilkunastoletni chłopiec stracił wiarę. Sam mówił, że ze szkoły talmudycznej, do której jako żyd chodził w dzieciństwie, wyniósł obraz Boga, który tylko czeka, aby go ukarać. Taki obraz Boga zdecydowanie odrzucił. Stał się ateistą, jak jego ojciec. Jako człowiek obdarzony wybitną inteligencją, cały czas szukał prawdy. Od chwili, gdy ostatni raz dokonał aborcji aż do chrztu w Kościele katolickim, musiało minąć aż 17 lat.
Najpierw odnalazł prawdę o tym, czym jest ludzkie życie. Olbrzymie znaczenie miała też książka „The Pillar of Fire” (Słup ognia) napisana przez uwielbianego przez niego profesora filozofii, także żyda, Karla Sterna, który w 1949 r. przeszedł na katolicyzm, o czym mało kto wiedział. Doktor Nathanson książkę Sterna, opisującą proces jego nawrócenia, przeczytał dopiero w 1974 roku. Profesor Stern na końcu książki wyjaśnia swojemu bratu, ortodoksyjnemu żydowi, że stał się katolikiem, bo zrozumiał, że Kościół pozostaje niezmienny w swoim nauczaniu, gdyż jest tylko jedna nadprzyrodzona prawda, podobnie jak istnieje tylko jedna prawda naukowa.
Doktor Nathanson zdawał sobie sprawę, że się w życiu kompletnie pogubił. Skrzywdził też wiele osób, również najbliższych. O sprawach osobistych w zasadzie wcale nie mówił, chociaż można było dostrzec, że jest mu bardzo ciężko. Miał jednak potrzebę wyznania swoich błędów i opowiedzenia o swoim zagmatwanym życiu. Powstała książka „The hand of God” (Ręka Boga), która została wydana także w języku polskim, nakładem Wydawnictwa Fronda.
MODLITWA I ROZMOWY Z KAPŁANEM
Duży wpływ na rozwój duchowy dr. Nathansona miał ks. C. John McCloskey z Opus Dei. Spotykali się regularnie przez wiele lat. Dopiero w 1994 r. dr Nathanson powiedział księdzu Johnowi, że chce zostać katolikiem. Przygotowania do chrztu trwały jeszcze kolejne dwa lata.
Był także pod wrażeniem ruchu Operation Rescue (Operacja Ratunek), organizującego akcje blokad klinik aborcyjnych. Pisał o tym: „Po prostu zaskoczyła mnie siła ich miłości i modlitwy: modlili się za nienarodzone dzieci, za zagubione i przerażone matki, za pracujących w klinice lekarzy i pielęgniarki. Modlili się nawet za policję i media, które transmitowały demonstrację. Modlili się za siebie nawzajem, ale nigdy za siebie samych. Zacząłem się zastanawiać: ‚Jak to się dzieje, że ci ludzie mogą z siebie tyle dawać, występując na rzecz mniejszości, która jest niema, niewidoczna i niezdolna do wyrażenia im swojej wdzięczności?'”.
          Jego matką chrzestną jest Joan Andrews Bell, która ponad rok przebywała w więzieniu za blokowanie klinik aborcyjnych. Przyjechała również do Polski, by w 1992 r. razem z przyjaciółmi blokować Spółdzielnię Lekarską w Gdyni, gdzie codziennie zabijano wiele dzieci w łonach matek. Wspaniała, wrażliwa, głęboko wierząca młoda kobieta, całkowicie zdeterminowana w obronie najmniejszych. Dzisiaj wspomina: „Powiedział, że modli się za nas, a ja wtedy mu odpowiedziałam, że my kochamy go i modlimy się także za niego”.
CHRZEST
Chrzest dr. Nathansona odbył się niecałe dwa miesiące po jego pobycie w Polsce. Był to grudzień 1996 roku. Msza św. miała charakter prywatny w katedrze św. Patryka w Nowym Jorku. Celebrował ją ks. kard. John O´Connor, znany z wielkiego zaangażowania w obronę życia.
Spotkaliśmy dr. Nathansona zaledwie trzy miesiące później, podczas międzynarodowej konferencji Human Life International w Irlandii. Wszyscy wtedy cieszyliśmy się z jego chrztu. On też się cieszył i otwarcie o tym mówił, żartując, że był tak zatwardziałym grzesznikiem, iż potrzebny był aż kardynał ze świtą, aby wygonić z niego diabła. Znając go jednak od dawna, byliśmy zszokowani zmianą, jaka w nim nastąpiła. To był zupełnie inny człowiek! Zniknęła pełna napięcia twarz i rozbiegane, niespokojne oczy. Rysy złagodniały. Oczy stały się świetliste i radosne. Dosłownie promieniował radością i pokojem. Sam mówił: „Znalazłem się w topieli emocji i kiedy poczułem na sobie leczącą, odświeżającą wodę, łagodne głosy i niewyrażalne odczucie pokoju, znalazłem bezpieczne miejsce”.
Zmienione nie do poznania oblicze starego już i chorego dr. Bernarda Nathansona można zobaczyć na YouTube na ostatnim filmie, na którym jeszcze raz daje swoje świadectwo, mówiąc: „To był największy błąd mojego życia… Ostrzegam was”.
Autorka jest znaną obrończynią życia, przedstawicielką Human Life International (HLI) na Polskę i Europę Wschodnią, prezesem Forum Kobiet Polskich.
Cytaty wypowiedzi Bernarda Nathansona pochodzą z książki „Prof. Bernard Nathanson w Polsce. Świadek życia”, wydanej nakładem Wydawnictwa Sióstr Loretanek, Warszawa 2004.                                                                                               Oprac. Jerzy Poleszczuk

 

Aborcję medyczną coraz częściej zastępują środki farmakologiczne,
które mają na celu zabicie poczętego dziecka jeszcze przed zagnieżdżeniem się w macicy, czyli w pierwszym tygodniu jego życia. W tym czasie dziecko poczęte pozostaje bez jakiejkolwiek ochrony

 NIGDY! NIE WOLNO ZABIJAĆ DZIECI!

Ewa H. Kowalewska       Autorka jest dyrektorem Human Life International Europa, prezesem Forum Kobiet Polskich.

Według oficjalnych danych Organizacji Narodów Zjednoczonych, od wielu lat corocznie w skali świata dokonuje się ok. 50 milionów aborcji. Na podstawie tych danych szacuje się, że zabito co najmniej 2 miliardy dzieci w łonach matek!Liczba ta może się wydawać szokująca, ale takie są fakty. Niestety, nie jest ona pełna. Nie obejmuje bowiem tzw. miniaborcji – wykonywanych bardzo wcześnie, oraz skutków stosowania bardzo popularnych w latach 80. wkładek domacicznych, a także milionów dzieci, które zginęły podczas stosowania procedury in vitro.
Zabijanie dzieci poczętych w łonach matek stało się jednym z największych dramatów XX i XXI wieku. Mało kto zauważył, że w ubiegłym tygodniu minęła 90. rocznica pierwszej legalizacji aborcji na świecie. Takie antyprawo wprowadził Włodzimierz Lenin w 1920 roku. W Polsce w czasie II wojny światowej Niemcy również zalecali aborcję dla Polek, Żydówek, Cyganek, Rosjanek; w przypadku Niemek było to absolutnie zabronione. Później przerywanie ciąży zalegalizowano w całym tzw. bloku wschodnim. W Polsce dramat zabijania do kilkuset tysięcy dzieci rocznie trwał od 1956 do 1993 roku. Na Zachodzie aborcja stała się legalna nieco później, np. w Wielkiej Brytanii w 1968 roku, a w USA w 1973 roku.  Statystki wskazują, że obecnie na świecie żyje ok. 5 milionów ludzi poczętych w wyniku in vitro. Przeżywalność ludzkich embrionów w procedurze zapłodnienia pozaustrojowego wynosi (według ostatnich badań amerykańskich) zaledwie 7 proc., należy więc przyjąć, że w jej następstwie zginęło ponad 66 milionów istot ludzkich.

Tylko Bóg zna liczbę ludzi, których unicestwiono, stosując antykoncepcyjne środki hormonalne.
W XXI wieku zabijanie dzieci poczętych weszło w jeszcze bardziej przerażającą fazę. Antykoncepcyjna tabletka hormonalna w 3-10 proc. przypadków działa wczesnoporonnie, chociaż większość kobiet nie zdaje sobie z tego sprawy. Aborcja chirurgiczna staje się mniej popularna, gdyż jest starą, niewygodną procedurą medyczną. W jej miejsce wchodzą środki farmakologiczne, które mają na celu zabicie poczętego dziecka jeszcze przed zagnieżdżeniem się w macicy, czyli w pierwszym tygodniu jego życia. Propaganda i reklama firm farmaceutycznych ukrywa ten fakt, twierdząc, że ciąża zaczyna się dopiero od implantacji. W tej sytuacji poczęte dziecko w pierwszym tygodniu życia pozostaje bez żadnej ochrony. Coraz popularniejsze są środki zażywane „następnego ranka”, a nawet pięć dni po współżyciu. W wielu krajach stosuje się pigułkę RU-486 (mifepristone), która zabija dziecko do 6.-8. tygodnia życia prenatalnego. Podsumowując: współczesne dziecko musi mieć dużo szczęścia, aby trafić na kochających i zdrowych rodziców, którzy pozwolą mu przeżyć.                                                            ŻYCIOWA WALKA
Obecnie ruchy obrony życia w wielu krajach są coraz silniejsze. Obywatele coraz liczniej sprzeciwiają się zabijaniu dzieci. Musimy bronić się przed tezą lansowaną przez wielkie organizacje międzynarodowe jak ONZ, że aborcja jest prawem człowieka. Jeżeli taki zapis znalazłby się w kanonach prawa międzynarodowego, obrońcy życia, działając przeciwko temu antyludzkiemu definiowaniu „praw człowieka”, naruszaliby prawo podstawowe i można by ich było karać jak poważnych przestępców. Usiłowanie zmiany prawa w takim kierunku odbyło się już w Wielkiej Brytanii i USA. Przeciwnicy życia stosują różne metody, aby przekonać społeczeństwo do swoich tez. Przede wszystkim nie mówią prawdy i posługują się swoistą grą słów. Dzisiaj na forum międzynarodowym nie mówi się o aborcji czy o przerywaniu ciąży, ale używa się terminu „zdrowie reprodukcyjne”. Wielokrotnie podawano fałszywe dane – np. upowszechniana jest informacja, że w Polsce dokonuje się 200 tys. nielegalnych aborcji rocznie. Nie ma na to żadnych dowodów, ale media w różnych krajach na tej właśnie podstawie nagłaśniają tezę, że zakaz zabijania dzieci podobno nie ma sensu. To fałszywa logika, na podstawie której należałoby stwierdzić, że jeśli np. występuje dużo gwałtów, to należy je zalegalizować, a nie będzie problemu. Wprowadzenie takiej argumentacji zniszczyłoby całą logikę prawa karnego. Podobnych przykładów można przywoływać bardzo wiele.
Inną metodą zwolenników aborcji jest „produkowanie” i nagłaśnianie tzw. szczególnych przypadków. W Polsce były to: sprawa Alicji Tysiąc oraz tzw. przypadek Agaty, 14-letniej dziewczyny, którą zmuszono do aborcji. Wykonano ją w mocy prawa tylko dlatego, że Agata była nieletnia. Podobnymi przypadkami posługiwano się w Irlandii, a ostatnio w Brazylii.
RAZEM MOŻEMY WIĘCEJ
Polskie społeczeństwo jest dość dobrze poinformowane na temat rozwoju dziecka poczętego. To wielki sukces polskiego Kościoła i ruchów obrony życia, że coraz więcej Polaków jest przeciwko aborcji. Stoją jednak przed nami wielkie zadania. Wciąż za mało wiemy o działaniu środków farmakologicznych oraz konieczności ochrony ludzkich zarodków w pierwszych dniach ich istnienia. Przecież współczesna nauka jednoznacznie dowiodła, że życie każdego człowieka zaczyna się od poczęcia, czyli zapłodnienia matczynej komórki jajowej przez rodzicielski plemnik.  Każdy może zaangażować się w obronę życia. W zasadzie jest to elementarny obowiązek każdego chrześcijanina. Ktoś pomoże spotkanej kobiecie w stanie błogosławionym, inny wspomoże rodzinę wielodzietną czy też ruch pro-life. Wszystko jest      ważne. Razem możemy zrobić więcej.
Czasami zastanawiam się, jak to się stało, że ja sama zaangażowałam się w obronę życia. Wiele lat temu przypadkowo stałam się uczestniczką kongresu w Zagrzebiu, który poruszał temat obrony życia. Wyjazdy nie były wtedy łatwe, ale Polaków przyjechało do Zagrzebia wielu w ramach pielgrzymki do Medjugorie. Mojego męża poproszono o tłumaczenie kongresowych wystąpień. Robił to   pierwszy raz w życiu, więc zostałam na sali, towarzysząc mu. Wcześniej, gdy poruszano temat aborcji, zawsze uciekałam. Było to dla mnie zbyt drastyczne i ohydne. Naprawdę nie chciałam się tym zajmować. Tym razem jednak nie mogłam się wycofać i wysłuchałam całego wykładu dr. Jacka Willke’a, amerykańskiego ginekologa, najlepszego na świecie specjalisty w obszarze edukacji pro-life. Później musiałam stanąć przed sobą i przed Bogiem w prawdzie i odpowiedzieć na pytanie: czy wolno mi pozostać obojętną na takie cierpienie bezbronnych i najmniejszych. Odpowiedź jest oczywista: nie wolno!
Napór cywilizacji śmierci staje się coraz większy. Coraz częściej czujemy się dosłownie zalewani falą zła i przemocy. Wiemy, że sami tej batalii nie wygramy. Dawcą życia jest Bóg i do Niego musimy się zwracać z prośbą o pomoc i ochronę.   Oprac.J.Poleszczuk