Radio Chrystusa Króla




Jezuniu Moja Miłości

KSIĄŻKA

Książka religijna Jezuniu moja Miłości - zdjęcie 1

Tutaj można kupić:

            

PIĘKNY WIERSZ O RÓŻANCU

„W małej izdebce, tuż obok łóżka,

Z różańcem w ręku klęczy staruszka

Czemuż to babciu mówisz pacierze?

Bo ja w ich siłę naprawdę wierzę.

 

Wierzę, że te małe paciorki z dębiny

Moc mają ogromną, odpuszczają winy

Gdy zawiodą lekarze, gdy znikąd pomocy

Ja,grzesznik niegodny, korzystam z ich mocy

 

Pierwsza dziesiątka jest za papieża

Niech nami kieruje, Bogu powierza.

Druga w intencji całego Kościoła

Modlitwą silny wszystkiemu podoła.

 

Trzecia za męża, co zmarł i już jest w niebie

A może w czyśćcu, lub większej potrzebie

Czwartą odmawiam w intencji syna…

Przy tych słowach staruszka płakać zaczyna

 

Był dobry chłopak, lecz od ojca pogrzebu

Odwrócił się od Boga, złorzeczył niebu

Nie rozumiał, że Bóg w swojej miłości

Dał wolną wolę dla całej ludzkości.

 

Zaś człowiek dar ten bezcenny i hojny

Zamienił na chciwości, wyzysk i wojny

I teraz, gdy wypadek czy wojenna trwoga

Nie wini siebie, lecz zawsze Boga.

 

Myślałam, że syn, gdy założył rodzinę,

Gdy wziął na ręce swą pierwszą dziecinę,

Zrozumiał swe błędy, cel odnalazł w życiu

Lecz on mimo rodziny, pogrążył się w piciu.

 

Awantury, alkohol, płacz i siniaki

Czemu swym dzieciom los zgotował taki?

Nie było miłości, pieniędzy, jedzenia,

Spokój był tylko, gdy szedł do więzienia.

 

Ja zaś przez lata biorąc różaniec do ręki,

Bogu polecam swych wnucząt udręki,

Lecz syn w nałogu trwał dalej uparty,

Z czwartej dziesiątki robił sobie żarty.

 

„Lepiej piątą odmawiaj sama za siebie

Bo żyjesz tylko o wodzie i chlebie.

Na nic te posty i twoje modły,

Bo los już taki musi być podły.”

DIABEŁ TKWI W POKUSACH

Co Franek za papież – najwyższa władza, że daje się kusić i oszukiwać. Taki starzec a  nie nauczył się jeszcze jak odróżnić Pana Boga od lucyfera? Gdyby chciał być pobożny i wierny Bogu Wszechmogącemu to by uznał Boga Zbawiciela KRÓLEM KAŻDEGO NARODU i Bóg Władca by nie pozwolił nikogo oszukiwać, bo Bóg jest Miłością –  czy on nie wie o tym? Niech odejdzie, bo sobie nie radzi – jest za stary. Bóg – KRÓL zamieni serca wszystkich grzeszników i na świecie zapanuje POKÓJ i SZACUNEK do wszystkiego. mk.

 

DIABEL TKWI W POKUSACH

Jesus loves you

Poniżej przesyłam wam krótki tekst z książki „Diabeł tkwi w pokusach”. To jest praca zbiorowa w której autorzy poruszają kluczowe pokusy nurtujące człowieka. Pierwszy artykuł „Pokusa koncentracji na sobie” dotyczy w mniejszym lub większym stopniu każdego z nas. Ta pokusa może przybierać formy bardzo subtelne i jak każda pokusa ujawnia się niemal zawsze „pod pozorem dobra”. Pokusa koncentracji na sobie objawia się min. w pokusie łakomstwa duchowego, pokusie pochłaniania informacji i zalewania nimi innych, pokusie udowadniania innym swoich racji politycznych czy światopoglądowych za wszelką cenę.. Negatywna emocjonalność i niejednokrotnie agresywny sposób przekazu treści – to wszystko ujawnia  subtelną pokusę koncentracji na sobie i własnych potrzebach, czy własnych „jedynie słusznych racjach”, które posiadamy. W pokusie koncentracji na sobie twoje jest twoje ale moje jest zawsze „mojsze”:))) To wszystko ma swoje konsekwencje w relacjach małżeńskich, nieumiejętności spokojnego rozmawiania ze sobą i pokojowego rozwiązywania konfliktów.

Kolejne artykuły w tej książce to: pokusa zazdrości, pokusa namiętności, pokusa niedoceniania i przeceniania szatana, pokusa materializmu, pokusa letniości i zniechęcenia. Książka kończy się rozdziałem „Modlitwy o uwolnienie z pokus”. Po każdym rozdziale są pytania do refleksji i modlitwy.

o. Marek

Zabierz pokusy, a nikt nie będzie zbawiony.

 

Święty Antoni Pustelnik

Pokusa koncentracji na sobie

 

Ks. Wiesław Pietrzak SCJ

Egoizm wpisany w skazę grzechu pierworodnego przybiera różne, często bardzo subtelnie ukryte formy – na przykładperfekcjonizmu, pracoholizmu, pragnienia zdobycia informacji.

Jak przeciwstawić się tym zakusom?

Ks. Wiesław Pietrzak SCJ (ur. 1955), sercanin, wykładowca homiletyki

w seminarium sercanów, misjonarz, rekolekcjonista.

Wiele razy spotkałem ludzi, którzy nie potra- fili ukończyć pracy magisterskiej finalizującej studia, gdyż wciąż wydawało się im, że to, co napisali, dalekie jest od ideału.

Czasem słyszę: Proszę księdza, na nic nie mam czasu. Tylko praca, praca, praca. Zapo- minam, jak się nazywam, gdzie mieszkam, i już nawet nie wiem, po co to wszystko.

Konferencja na wysokim szczeblu. Ważne osobistości, istotny temat, a jeden z uczestni- ków nieustannie spogląda na komórkę, natych- miast odbiera przychodzące wiadomości – tak trudno mu poczekać na zakończenie spotkania.

Ja, ja, ja…

Opisane sytuacje, które zdarzają się w naszej co- dzienności, często bez naszej wewnętrznej kon- troli, są przejawem wszechobecnej współczesnej

9

pokusy koncentracji na sobie. Zauważamy ją już w raju, gdy człowiek okazał nieposłuszeństwo, zrywając owoc z drzewa zakazanego. Nieupo- rządkowanie w sercu człowieka, dysharmonia wnętrza właśnie tam ma swe źródło.

Koncentracja na sobie to moje „ja” w cen- trum – czyli ja ponad wszystko; to przekona- nie, że to, co robię, jest najdoskonalsze albo że wiem coś najlepiej czy też jako pierwszy. To przeświadczenie, że nie ma ważniejszej osoby, ważniejszych spraw niż te, które sam uważam za najważniejsze. To mówienie – często w emo- cjach – że przecież mnie też się coś od życia należy; odmienianie słowa „ja” przez wszystkie przypadki – i wtedy na myślenie o innej osobie nie ma już miejsca. To pokusa i zarazem cho- roba naszego wieku.

Przez całe wieki rozwoju wiary, kultury, oby- czajów tę koncentrację na sobie, egoizm wpisa- ny w skazę grzechu pierworodnego obserwować możemy pod różnymi, często bardzo subtelnie ukrytymi formami. W raju nieposłuszeństwo Bogu, czyli zło, pokazane jest przez Szatana jako coś dobrego, wręcz pożytecznego. Czyż

10

tak nie jest i w przypadku rozważanych przez nas współczesnych pokus? Koncentracja na so- bie może mieć różne przejawy, m.in.: perfek- cjonizmu, pracoholizmu, pragnienia zdobycia i posiadania informacji.

Perfekcjonizm, pracoholizm, pokusa informacji

Wielu powie: skoro staram się, aby w mojej pracy zawodowej, w nauce czy w relacjach ro- dzinnych wszystko było perfekcyjnie, doskonale – czy to źle? Przecież tego wymagają ode mnie pracodawcy, nauczyciele, tego wymaga ideał rodziny, małżeństwa! I tak, i nie. Wydaje się, że tak trzeba, że to konieczne, ale bardzo często dążenie do perfekcji w każdej dziedzinie mąci ideał Bożej harmonii, burzy właściwą hierarchię wartości. Nie wszystko można zrobić idealnie, jesteśmy ograniczeni i słabi. Starając się o per- fekcyjność, możemy po drodze nie zauważyć tego, co najważniejsze: relacji z Bogiem i drugim człowiekiem. Albo możemy te relacje zniszczyć.

11

Pokusa nazwana pracoholizmem zaślepia do tego stopnia, że poza tą konkretną pracą, poza tym wysiłkiem nie widzimy nic innego. Pracoholizm zabiera nam czas. Czy fakt, że nie- jednokrotnie rodzina się rozpada, że brakuje nam sił fizycznych, że w dni wolne od pracy oddajemy się bezrozumnemu marnotrawieniu czasu i niszczącym rozrywkom, lecząc w ten sposób stres wywołany pracą – czy nie są to owoce ulegania pokusie pracoholizmu? Praca staje pokusą, bo nie daje czasu, aby myśleć, aby wzbogacać swe wnętrze. Pokusą, bo zaciemnia prawdę o tym, że to praca jest dla człowieka, a nie człowiek dla pracy.

Żyjąc w dobie powszechnej informacji do- stępnej we wszelkiego rodzaju mediach, już od dziecka podlegamy pokusie poszukiwania infor- macji.. Staje się ona fundamentem, bez którego, jak wydaje się kuszonym, nie ma możliwości funkcjonowania w dzisiejszym społeczeństwie. Jeśli od słuchania radia, czytania gazety, sięga- nia po komórkę czy sprawdzenia poczty zaczy- nam mój dzień, to znak, że cały porządek mego umysłu i serca poddany jest nieopanowanemu

12

poszukiwaniu informacji. Pokusa, by wiedzieć natychmiast, sprawia, że to, czego się dowiem w danej chwili, jest o wiele ważniejsze niż to, co obiektywnie na to zasługuje. Pokusa ta, jeśli się jej oddaję, zaciemnia pytanie o to, skąd jestem i dokąd idę. Pytanie, na które odpowiada Bóg, a nie media.

Jak walczyć?

Jak przeciwstawić się zakusom, które wypływają z nadmiernej koncentracji na sobie?

Egoizm leczy się zawsze miłością. Miłość to zapomnienie o sobie i położenie akcentu poza sobą samym. W życiu człowieka wierzącego to Bóg i z Boga wypływające poszanowanie bliź- niego i siebie. To wielkoduszność, umiejętność ofiary i poświęcenia się dla drugiego człowieka z miłości, której źródłem jest Bóg.

Doskonały jest tylko On – Bóg, Stwórca nieba i ziemi. Czegokolwiek dokonuję tutaj, na ziemi, posługując się moimi talentami, umiejętnościami, to dar od Tego, który dał mi

13

wszystko! Jeśli o tym pamiętam i umiem moje pragnienie doskonałego wypełnienia zadań podporządkować Wszechmocnemu Bogu, jeśli od Niego czerpię natchnienie do doskonalenia swoich dzieł i jeśli Bogu potrafię za wszystko dziękować, będąc jednocześnie świadomym, że jestem tylko słabym człowiekiem – wtedy jestem na właściwej drodze walki z pokusą.

Pracoholizm trzeba leczyć ciągłym przypo- minaniem sobie, że człowiek jest ważniejszy niż praca. Jeśli doskonali ona moje człowie- czeństwo, moje wnętrze, wtedy daję dowód, że ma właściwe miejsce w moim życiu i mogę nią uświęcać każdy mój dzień. Jeśli – naśladując Boga Stworzyciela – po tygodniu pracy staram się odpocząć, mam czas dla rodziny i dla siebie, wówczas rozumiem, jaka jest rola mojego wysił- ku. Jeśli obok pracy, która przynosi materialne zyski, podejmuję też pracę nad sobą, kształtuję świadomie moją duszę, wtedy zewnętrzne za- jęcia znajdą na pewno właściwe miejsce i nie będzie to tylko pokusą.

Dozowanie informacji i pewien dystans do nich konieczne są nie tylko ze względu na

14

zdrowie psychiczne, ale i z troski o właściwą hierarchię wartości. „Wszystko mogę, ale nie wszystko jest pożyteczne” – ta zasada św. Paw- ła jest w tym przypadku złotą regułą postępo- wania i walki z pokusą. Wiedzieć – tak, ale nie za wszelką cenę; wiedzieć nie zaraz i nie przede wszystkim. Wiedzieć w Tym, który wie wszystko i wie właściwie. Wiedzieć w Bogu i dla mojego zbliżenia się do Niego. Oto właściwy porządek zdobywania informacji.

*

Nie powinniśmy się zamartwiać, jeśli efekty naszych starań nie są perfekcyjne. Pozwólmy działać łasce Bożej. Polecajmy swoje prace Temu, który był synem cieśli – On uczy nas, jak harmonijnie łączyć pracę i wypoczynek. Bóg, który jest Miłością, porządkuje całe na- sze życie. Na Nim powinniśmy koncentrować swoje wysiłki i Jemu wszystko ofiarować. Wtedy w naszym życiu spełnią się słowa: „Bóg mój i moje wszystko”.

15

Pytania

Czy denerwuje cię to, że nie potrafisz czegoś zrobić doskonale? Czy umiesz przyznać, że popełniasz błędy, że nie wszystko potrafisz, że nie jesteś Pa- nem Bogiem?

Co jest dla ciebie ważniejsze: Pan Bóg i twoi bliscy czy praca? Czy masz tak ułożony program dnia, tygodnia, aby znaleźć czas na modlitwę, spotkanie z bliskimi, wypoczynek?

Czy jesteś wolny od gorączkowego sprawdzania przychodzących e-maili i SMS-ów? Czy w sposób uporządko- wany sięgasz po informacje?

CZESC II

Poniżej kolejna pokusa do omówienia – pokusa zazdrości. Z doświadczenia bycia spowiednikiem wiem, że ludzie się z nią dosyć mocno zmagają. Niektórzy są wręcz przez nią nękani, odbiera im ona pokój serca, wpędza w gorycz, powoduje złość na innych, pretensje do Pana Boga, poczucie winy i złość na siebie. Sporo negatywnych uczuć towarzyszy zazdrości.

 

Czasem zazdrość nie musi być wprost oczywista, ale jawi się w formach bardziej subtelnych. Jeśli zrobimy solidny rachunek sumienia to zauważymy, że niekiedy jest w nas jakaś dzika satysfakcja z powodu niepowodzenia, burz i potknięć innych, kryzysów w ich relacjach, etc. Oczywiście na poziomie świadomym będziemy współczuć, ubolewać, obiecywać modlitwę, ale gdzieś w sobie głęboko czujemy samozadowolenie, że nie jesteśmy najgorsi, że są gorsi od nas, bardziej skryzysowani i skłóceni. To subtelna forma zazdrości, w innym nieco odcieniu.  

 

Naszą wadą narodową jest zazdrość. My Polacy potrafimy zazdrościć. Oczywiście potrafimy zmobilizować siły by pomóc osobom znajdującym się w biedzie materialnej, jednak kiedy te same osoby, którym pomagaliśmy wyjdą z dołka i zaczną dobrze, a może lepiej niż my prosperować, to już patrzymy na nich niechętnie lub wrogo (znów obserwacje z konfesjonału). Kain żyje w każdym z nas, w różnych formach oczywiście i natężeniach. 

 

Poniżej artykuł o pokusie zazdrości. Zachęcam do refleksji, twórczych przemyśleń, modlitwy, stanięcia przed Panem z własnymi subtelnymi odcieniami zazdrości

 o. Marek

 

POKUSA ZAZDROŚCI

O. Stanisław Morgalla SJ

Kto z nas nie zna słodko- -kwaśnego smaku zazdrości? Słodkiego,
bo objawia upragniony przedmiot lub stan rzeczy,
i kwaśnego, bo nie my jesteśmy jego posiadaczami czy uczestnikami.

O. Stanisław Morgalla (ur. 1967), jezuita, psycholog, kierownik duchowy, wykładowca Papieskiego Uniwersytetu Gregoriańskiego w Rzymie.

Pośród tej dwuznaczności rodzi się pokusa, pokusa zazdrości, otwarte drzwi do wszelkiej niegodziwości lub… cnoty. Gdybyśmy tylko mieli trochę więcej cierpliwości, gdybyśmy tylko trochę dłużej wytrwali w tym niewygod- nym napięciu, gdybyśmy zachowali równowa- gę między tym atrakcyjnym „już” a bolesnym „jeszcze nie”, to być może otwarłyby się nam oczy i dostrzeglibyśmy szansę na rozwój, a nie tylko śmiertelne zagrożenie. Trzeba tak niewie- le, tylko… nawrócić się.

Nie zazdrość! – łatwo powiedzieć

Będę szczery, zawsze mnie denerwowały mą- drościowe zalecenia w rodzaju „nie zazdrość”. Wydają mi się równie skuteczne, co lekarskie porady w anegdotach pt. „Przychodzi baba do

21

lekarza”. No bo jak można nie zazdrościć? To tak, jakby przestać oddychać tylko dlatego, że coś nas boli w środku w trakcie tej czynności.. Zazdrość jest jedną z pierwszych i podstawo- wych emocji, które pojawiają się u każdego z nas zaraz na początku życia. Jeszcze nie po- trafimy mówić, a już jesteśmy zdolni kłócić się z rodzeństwem o ulubioną zabawkę. Owszem, to właśnie w takim kontekście zrodziły się po- lecenia w rodzaju „nie zazdrość”. Jednak to, co było skuteczną metodą w stosunku do Jasia, na dorastającego Janka zadziała jak przysłowio- wa płachta na byka, a na Jana już tylko jako pobożne życzenie. Czy tego chcemy, czy nie, będziemy odczuwać ukłucia zazdrości, bo jest ona niczym odruch bezwarunkowy. Tego ży- wiołu nie można stłumić.

Generalnie negatywnych uczuć – i chodzi tu nie tylko o zazdrość – nie warto tłumić czy wypierać ze świadomości, bo zachowają się one niczym duch nieczysty z Jezusowej przypowieści (por. Łk 11,24–26): raz wyrzucony błąka się po pustkowiu, szuka i znajduje siedem gorszych od siebie złych duchów, wraca i z powrotem

22

bierze „mieszkanie” w posiadanie, a stan osoby staje się znacznie gorszy od początkowego. Po- wstaje błędne koło albo jeszcze gorzej – spirala zła. Dobitnie mówi o tym św. Jakub w swoim liście: „Skąd się biorą wojny i skąd kłótnie mię- dzy wami? Nie skądinąd, tylko z waszych żądz, które walczą w członkach waszych. Pożądacie, a nie macie, żywicie morderczą zazdrość, a nie możecie osiągnąć” (Jk 4,1–2). Zazdrość i po- żądanie, jeśli nie zostaną na czas rozpoznane i „rozmontowane”, dają początek reakcji łań- cuchowej, która ostatecznie prowadzi do eska- lacji przemocy i wojny. By jednak przerwać ten łańcuch zła, trzeba się dobrze wsłuchać w to, co pojawiająca się zazdrość ma do powiedzenia. Ale by ją usłyszeć, przekonują specjaliści od komunikacji, trzeba pozytywnie się nastawić: odrobina sympatii czy szczypta humoru może bardzo pomóc, bo ten diabeł nie taki straszny, jak go malują. Dlatego zamiast powtarzać pełną uprzedzenia mantrę: „Nie zazdrość!”, spróbuj- my tym razem sobie powiedzieć coś pozytywne- go, np.: „Mów do mnie jeszcze!” lub „Zazdrości, dodaj mi skrzydła!”.

23

Między „już” a „jeszcze nie”

Pamiętajmy, że pokusa jest nie tylko zagro- żeniem, ale także okazją do większego dobra. Gdyby nie było pokusy, nie byłoby też i cnoty. Przecież nawet nasz Pan, Jezus Chrystus, był kuszony. Idąc więc Jego śladem, spróbujmy „po- rozmawiać” z zazdrością, by odkryć to większe dobro, które właśnie pojawia się na horyzoncie. Zło zawsze żeruje na dobru, bo samo z siebie nie ma warunków do istnienia. Co jest tym dobrem? Przekonamy się o tym za chwilę. Na razie zajrzyjmy zazdrości głęboko w oczy i spró- bujmy usłyszeć to, co próbuje nam powiedzieć.

A zazdrość ma nam do powiedzenia przy- najmniej trzy rzeczy. Po pierwsze, przypomina nam o tym, że jeszcze żyjemy, istniejemy! Nasza krucha, ludzka natura daje o sobie znać pew- nym brakiem czy frustracją z powodu jakiejś potrzeby. Po drugie, najlepsze jeszcze przed nami! Jeszcze nie dotarliśmy do celu, przeciw- nie, otwierają się przed nami nowe horyzon- ty i jeszcze coś w życiu możemy osiągnąć. Po trzecie, od nas zależy, jaką drogę obierzemy.

24

I to jest najważniejsze, bo jeśli nie weźmiemy spraw w swoje ręce, to zazdrość urządzi nam prawdziwe piekło na ziemi. Wtrąca nas ona bo- wiem w sytuację, w której stajemy na rozdrożu z tysiącem otwartych możliwości – najgorzej jest nie wybrać żadnej, bo wtedy szarpać nas będzie jak wilki rannego niedźwiedzia: nie za- bije, ale też żyć nie pozwoli. Wybór zaś tego, co nam się najbardziej narzuca, zwykle też nie jest dobrym rozwiązaniem. Przykładowo, zazdrość może nas dopaść wszędzie, nawet na niedzielnej Mszy św., powiedzmy między czytaniami mszal- nymi. Wystarczy banalny powód, ot choćby to, że dostrzeżemy u sąsiada z boku lepszy model komórki lub że jego dziewczyna (może żona), piękna jak marzenie, jest lepiej ubrana niż na- sza ślubna połowa. To wystarczy, by zaczęła się pogoń myśli, uczuć i gotowych scenariuszy działania, które – jeśli ich nie zatrzymamy – na pewno doprowadzą mózg do temperatury wrzenia. Zazdrość bowiem od razu przywoła na pomoc wspomnianych siedem gorszych od siebie złych duchów, czyli złe uczucia. I tak za- czniemy się użalać nad sobą („ja zawsze miałem/

25

mam gorzej niż inni”), złościć i gniewać („dla- czego nawet w kościele ludzie muszą obnosić się swoim bogactwem”), odczuwać resentyment („dziewczyna piękna, ale pewnie głupia”), lękać („a jeśli stracę pracę lub żonę”), wstydzić się lub odczuwać poczucie winy („znowu jestem do niczego”, „nie potrafię zadbać o nas”). Je- dyny sposób, by nie zwariować, to przerwać tę gonitwę myśli i uczuć. Tylko jak?

Nawrócenie potrzebne na już

Negatywną spiralę zazdrosnego narzekania czy biadolenia najlepiej przerwać radykalnie. W świecie emocji taką radykalną odpowiedzią na zazdrość i jej pochodne są emocje i uczucia pozytywne. Dlatego przede wszystkim trzeba się ucieszyć, choćby z tego, że ukłucie zazdro- ści przypomniało nam, że żyjemy i wiele jesz- cze mamy przed sobą w drodze do świętości. A kto potrafi ucieszyć się sobą, ten łatwiej też ucieszy się kimś innym, tym że dobrze mu się powodzi, że ma taką fajną komórkę, no i żonę,

26

więc pewnie jest inteligentny, zaradny i odnosi spore sukcesy. Brzmi jak w bajce? Jeśli tak, to brzmieć tak musi, bo przecież nikt nas jesz- cze nie nakłonił, by taką strategię zastosować w życiu. I choć pierwsze kroki będą wyglądać śmiesznie i infantylnie, to warto przyłożyć się do tej lekcji, bo z czasem nabierzemy wprawy i finezji. Nie wolno też zapominać o modlitwie – Jezus w czasie kuszenia na pustyni modlił się i to aż dni czterdzieści.. Dzięki modlitwie łatwiej przyjdzie nam wzbudzać pozytywne postawy w momencie pokusy. Wystarczy choćby akt strzelisty: „Jezu, cichy i pokorny, uczyń serce moje według Serca Twego”.

Jedyną słuszną odpowiedzią na zazdrość jest wdzięczność, bo to ona jest tym pozytywnym uczuciem/stanem, na którym zazdrość żeruje. Zazdrość jest wypaczonym przez krzywe zwier- ciadło ludzkiej duszy obrazem wdzięczności: w podobny sposób jest bezinteresowna i zapa- trzona w nieskończoność. Z doświadczenia bo- wiem wiemy, że rozbudzone gwałtownie przez zazdrość potrzeby, nawet jeśli zostaną zaspo- kojone, to odezwą się znowu po jakimś czasie,

27

i to gwałtowniej niż za pierwszym razem. Jak w naszym przykładzie: nawet gdybyśmy mogli legalnie wziąć w posiadanie aparat komórkowy naszego sąsiada (że o dziewczynie czy też żonie nie wspomnę), to bardzo szybko okaże się, że ten model jest już przestarzały i na dodatek nie wszystko w nim działa (co również odnosi się do „pięknej jak marzenie” dziewczyny czy żony, choć mieliśmy już o tym nie wspomi- nać). W zazdrości jak nigdzie indziej spraw- dza się powiedzenie, że apetyt rośnie w miarę jedzenia. Dlatego potrzebne jest nawrócenie i to nawet kilkustopniowe.

„Nie samym chlebem żyje człowiek…” – powiedział Jezus do diabła kuszącego Go wizją chrupiącego pieczywa. I na tym polega pierwsze możliwe nawrócenie: na odkryciu, że choć jeste- śmy materią (i to ożywioną!), to samą materią nie da się nas zaspokoić. Do życia konieczne jest coś więcej niż materia. I o tym traktuje druga część wypowiedzi Jezusa: „ale każdym słowem, które pochodzi z ust Bożych” (Mt 4,4). Odkry- cie rzeczywistości duchowej (niematerialnej) nie wystarcza – potrzebna jest też dobra orientacja

28

w tym świecie ducha, a ta dotyczy prawdy i do- bra. I to jest drugie nawrócenie. Zazdrość w tej sferze nie jest dobrym przewodnikiem – z jej perspektywy pojęcia prawdy czy dobra zawsze są wypaczone. Mordercza zazdrość nie opuściłaby nas nawet wtedy, gdybyśmy mieli w posiadaniu cały świat. Można ją pokonać jedynie uznaniem tego prostego faktu, że to nie my jesteśmy pana- mi świata. I o tym jest ostatnia pokusa Jezusa: Panu Bogu swemu będziesz oddawał pokłon i Jemu samemu służyć będziesz” (Mt 4,10). I to jest ostatnie nawrócenie: odkrycie, że istnieje Bóg, który wszystko ma pod swoją władzą.

Dziękczynienie, czyli Eucharystia

Zazdrość to podziw dla czegoś lub kogoś, po co – niczym w raju – od razu wyciąga się pa- zernie rękę. Wdzięczność to podobny podziw, który jednak potrafi „karmić się swoim głodem” i – wytrzymując pokusę wyciągnięcia ręki – przemienia się w kontemplację rzeczywistości.

29

Dzięki wytrwaniu w tym napięciu zazdrośnik może przemienić się w człowieka wdzięczności, który ceni sobie to, co ma, kim jest i kim może się stać, bo wszystko dla niego staje się darem pochodzącym od Boga. Nawet rzeczy trudne – niepowodzenia czy przeciwności – bo przecież jeśli wszystko jest w ręku Boga, to i one są dane, by wypełniła się wola Boża.

Nieprzypadkowo Eucharystia oznacza dziękczynienie. W tym sakramencie dokonuje się bowiem przedziwna przemiana: ofiaruje- my Bogu odrobinę chleba i kilka kropel wina zmieszanego z wodą, a w odpowiedzi otrzymu- jemy Ciało i Krew Jego Syna, nasze zbawienie. Może warto zacząć dodawać do tej odrobiny nasze ukłucia zazdrości, nasze braki, trudności i kłopoty, wiedząc, że On odpowie nam całym sobą i przemieni nasze serca według Serca swe- go.. Czy można sobie wyobrazić korzystniejszą wymianę? Oddaj Bogu wszystko, a wszystko stanie się darem od Niego.

30

Pytania:

Czy potrafisz przyjmować ukłucia za- zdrości jako zachętę do odkrywania nowych możliwości i horyzontów?

Czy też raczej zamykasz się w uczu- ciach negatywnych: odgrywasz rolę ofiary i złościsz się na Boga, ludzi i cały świat, że nie jest taki, jak sobie wymarzyłeś?

Czy jesteś wdzięczny Bogu za wszyst- ko, co przynosi ci życie?

Czy cenisz sobie Eucharystię, sakra- ment przedziwnej wymiany?